Wolnorynkowy nacjonalizm

Wolnorynkowy nacjonalizm


Z okazji 82. rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) ks. Jacek Międlar CM wygłosił kazanie w Białymstoku, za które otrzymał zakaz publicznych wystąpień od swojego przełożonego. Kuria Metropolitarna w Białymstoku odcięła się od tych wydarzeń  i w specjalnie wystosowanym oświadczeniu napisała, że Kościołowi obcy jest nacjonalizm. Głos zabrał również Prymas Polski, bp Wojciech Polak, który powiedział: "Kościół nie jest i nie może być miejscem, w którym głosi się tego typu sytuacje podziałów, nienawiści czy złości".

Sprawa nie jest taka prosta. Nacjonalistów nie można wyrzucić z Kościoła i nie tylko dlatego, że działają w ramach obowiązującego prawa. Mają oni tu swoje miejsce. Swoją ideę opierają na Ewangelii i nauce Kościoła. Na pierwszy rzut oka może ona wydawać  się ekskluzywna, ale nie została przez Kościół potępiona. Pius XI († 1939) w encyklice Caritate Christi (1932) pisał, sprowadzając nacjonalizm na właściwe tory, że "uporządkowana miłość chrześcijańska, nie tylko nie potępia przywiązania do narodu, przeciwnie zasadami swymi uświęca je i ożywia".

Na uzasadnienie swojej idei zwolennicy nacjonalizmu odwołują się często do św. Tomasza z Akwinu (+1274), podobnie jak Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński († 1981). W kazaniu świętokrzyskim z 1974 r. Prymas Tysiąclecia napisał, że "ład w miłowaniu – ordo caritatis wymaga, aby człowiek, który staje na czele jakiejś grupy społecznej i przyjmuje na siebie odpowiedzialność za nią, pamiętał najpierw o obowiązkach wobec dzieci swego narodu", a dopiero później rozszerza je na resztę świata.

Dzisiaj Kościół podkreśla bardziej inkluzywny wymiar ewangelicznego przesłania i wyprowadza go ze słów Jezusa "Miłuj swego bliźniego, jak siebie samego" (Mt 19,19). Dominuje duch otwarcia na inne narodu i religie. Papież Franciszek ciągle powtarza, że chrześcijanin to człowiek, który przez dialog buduje mosty między wszystkimi ludźmi, tak, aby nie widzieli oni w sobie nawzajem wrogów. Każda epoka inaczej rozkłada akcenty w ewangelicznym przesłaniu.

Nacjonaliści z ONR podkreślają, że swój naród należy darzyć większą miłością niż inne narody. Czy w ich rozumowaniu jest coś niewłaściwego? Nie, gdyż tak działa i myśli wolny człowiek. Nikt nie może mu tego zabronić. Każdy kieruje się własną skalą wartości. Każdy ma swoje preferencje, a tutaj dodatkowo w rachubę wchodzą uczucia narodowe, które są czymś jak najbardziej naturalnym. Trudno wymagać od człowieka, by nie faworyzował raczej swojego rodaka. Wspólność  języka i kultury daje mu poczucie bezpieczeństwa. Należy uważać, gdyż tłumienie naturalnych i zdrowych uczuć narodowych może doprowadzić do tego, że pod ciśnieniem krytyki dojdzie do rozwoju niezbyt zdrowych odłamów nacjonalizmu. A to, że ktoś nie chce mieszkać razem z Niemcami lub muzułmanami, nie oznacza jeszcze, że nie chce z nimi handlować i współpracować na odległość.

Sympatycy ONR-u podkreślają, że osiedlanie się migrantów z krajów muzułmańskich w Europie przynosi negatywne konsekwencje i stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju i katolickiej wiary. Polscy biskupi zajmują inne stanowisko i apelują, by pomoc dla uchodźców była organizowana bez względu na religię i wyznanie. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na zawieranie mieszanych małżeństw narzeczeni muszą uzyskać zgodę biskupa. Wymogiem jest deklaracja, że strona katolicka jest gotowa odsunąć od siebie niebezpieczeństwo utraty wiary i zrobi wszystko, co w jej mocy, by dzieci zostały w niej wychowane.

Walcząc  z socjalizmem w Europie, Janusz Korwin-Mikke na zakończenie każdego swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim dodaje: "A poza tym sądzę, że Unia Europejska (UE) powinna być zniszczona". Podobnie hasło „Precz z Unią Europejską!" jest skandowane przez narodowców na ich marszach. Czy jest w tym coś niewłaściwego? Z pewnością nie, gdyż UE coraz bardziej  oddala się od świata wartości chrześcijańskich, wzywając m.in. do uznania aborcji i związków homoseksualnych. Szkoda, że taka postawa narodowców nie została przynajmniej dostrzeżona przez Kościół. Korwin-Mikke za krytykę UE płaci kary, ale Kościół ma chyba więcej do stracenia. Przez ostatnie lata w Polsce wyremontowano ze środków unijnych wiele kościołów i w kolejce czekają następne projekty.

Krytykując nacjonalistyczne kazanie młodego księdza, Ksiądz Prymas powiedział, że "Kościół jest miejscem, w którym trzeba głosić Ewangelię i tylko Ewangelię". Od dzisiaj przed odprawieniem Mszy Świętej będę uważał, czy na ołtarzu nie jest gdzieś przyczepiona tabliczka informacyjna z napisem: "Projekt współfinansowany przez Unię Europejską".

 

 

Zgłoś post do moderacji